Niełatwe pierwsze kroki, czyli wątpliwości…

IMG_2038

To był pracowity tydzień… Trzeba było odnaleźć się w nowym miejscu i załatwić wiele urzędowych spraw takich jak rejestracja, tymczasowy meldunek, ubezpieczenie, wizyta u położnych… Wszystkie te sprawy były dla mnie stresujące głównie z powodu bariery językowej. Niderlandzki to dla mnie na razie czarna magia, a mój angielski pozostawia sporo do życzenia. Brakuje mi odwagi, by go używać, bo mam świadomość popełnianych błędów.

Zresztą wciąż jeszcze myślę po polsku i myślami jestem jeszcze tam: trochę w pracy, trochę w szkole Iskierki, w przedszkolu Groszka, wśród przyjaciół i znajomych… Żyję jeszcze tamtym życiem.

A tu wszystko nowe i inne.

Dzieci cały tydzień jeździły do szkoły. Są na razie w tzw. „klasie łańcuchowej” w szkole holenderskiej. Jest to specjalna klasa dla dzieci przybyłych do Holandii, które nie znają języka i w związku z tym trudno byłoby im funkcjonować w zwykłej szkole rejonowej. „Klasy łańuchowe” są mniej liczne (ok. 15 dzieci) i zawsze jest dwóch nauczycieli. Dzieci intensywnie uczą się języka niderlandzkiego, by po roku móc uczęszczać do zwykłej szkoły podstawowej. Choć między Iskierką a Groszkiem jest rok różnicy, rodzeństwo znalazło się w jednej klasie. Głównie ze względów emocjonalnych i społecznych. Jako że jest już prawie koniec bieżącego roku szkolnego (kwiecień), a Groszek za cztery miesiące kończy sześć lat (na dodatek jest chłopcem dość dojrzałym) został niejako awansem przyjęty do klasy ze starszą siostrą.

Szkoła znajduje się w centrum miasta, a my mieszkamy na obrzeżach, ale sprawa dojazdów jest bardzo wygodnie rozwiązana. Dzieci są dowożone busem. Dla kobiety w 9 miesiącu ciąży, a już niedługo dla mamy z niemowlęciem, nie mogło być bardziej komfortowego rozwiązania.

O godz. 8 po dzieci przychodzi kierowca, ja nie muszę nawet wychodzić z domu.

Teraz, gdy wiosna to żaden problem, ale jak nastaną jesienne szarugi, to duża ulga. Natomiast ok. 15 dzieci wracają do domu (w środy po 13) również przyprowadzone przez pana kierowcę.

Niestety na razie dzieci niechętnie jeżdżą do szkoły. Oboje tęsknią za polską wychowawczynią i klasą… Codziennie wspominają swoich przyjaciół, panie…

W nowej szkole nic nie rozumieją. Gdy wracają do domu opowiadają, ile razy płakały.

Serce mi się kraje, gdy tego słucham… Nic złego się w szkole nie dzieje, panie wydają się sympatyczne, ale dzieci są sfrustrowane tym, że nie znają języka, nie wiedzą, o czym mówi nauczycielka i inne dzieci oraz że same nic nie umieją przekazać…

Codziennie poznają jakieś niderlandzkie słowo, ale nauka wymaga czasu…

Uczę się razem z nimi tych słów i tylko ufam, że z każdym dniem będzie coraz lepiej, coraz łatwiej…

Ale gdy widzę smutne twarze dzieci, nęka mnie pytanie „Czy to na pewno była słuszna decyzja?”…

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Groszek, Iskierka, wiatrakowa codzienność i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s