„Blijdorp”, czyli Ogród Zoologiczny w Rotterdamie

Blijdorp-Logo

Na tę wycieczkę naprawdę nie miałam ochoty. Nie teraz. Nazajutrz Okruszek kończył roczek. W weekend mieli nas odwiedzić goście. Chciałam zająć się sprzątaniem domu i planowaniem menu na imprezę. Ale Igotata nalegał…Dzieci prosiły… Tak się złożyło, że był to dzień świąteczny i wolny od pracy w Holandii. Cała rodzinka w komplecie. Na dodatek kończyły się ferie majowe dzieci…A za oknem świeciło słonko i zapowiadała się cudna pogoda…Trochę byłoby szkoda nie wykorzystać tak pięknego dnia…

No i oczywiście dałam się namówić na wyjazd. Co prawda, w samochodzie, udawałam, że trochę się dąsam, ale robiłam to bez przekonania… A gdy przybyliśmy do bram ZOO, całkowicie zapomniałam o fochach. Poczułam dreszczyk emocji, zupełnie jakbym znowu była małą dziewczynką.

„Blijdorp” jest jednym z najstarszych holenderskich ogrodów zoologicznych. Liczy 158 lat.

Przy wejściu dostaliśmy szczegółowy plan ogrodu i folder z tygodniowym programem, w którym znajdują się informacje na temat pór karmienia niektórych gatunków zwierząt (np. fok, pingwinów, piranii) oraz wiadomości o dodatkowych atrakcjach i przedstawieniach w poszczególnych dniach tygodnia. Niestety, i tak jak mapy nie wypuściliśmy z rąk niemal ani razu w czasie zwiedzania, tak folder informacyjny przejrzeliśmy dopiero…w samochodzie, w drodze do domu. Stanowczo za późno.

WinterplattegrondBlijdorp2013

Pozostał tylko żal za tym, co ciekawego nas ominęło.

Nie zobaczyliśmy na żywo okapi, mitycznego, unikalnego zwierzęcia będącego skrzyżowaniem żyrafy i zebry. Ma ono ciemnobrązową sierść, krótką szyję, a na nogach białe paski. Niestety o tym jak wygląda okapi, dowiedziałam się ze zdjęcia w folderze…

Żałuję też, że przeoczyliśmy Amazonicę – ponoć największy i najpiękniejszy w Europie motyli raj, zajmujący 2 500 m2 powierzchni. No cóż, mamy nauczkę na przyszłość, że z folderem informacyjnym warto zapoznać się przed zwiedzaniem, a nie po;)

Rotterdamskie ZOO jest podzielone na strefy odpowiadające sześciu kontynentom. Dopełnieniem całokształtu jest Oceanarium. Ten logiczny rozkład przestrzenny sprawia, że odwiedzający czuje się trochę tak, jakby odbywał podróże w przestrzeni.

Zatem najpierw znaleźliśmy się w Ameryce Północnej. Na początku zawitaliśmy do niedźwiedzi polarnych. Mogliśmy poobserwować zabawy dwóch 5 – miesięcznych rozkosznych niedźwiadków. Bliźniaki urodziły się 2 grudnia 2014 r. Przy urodzeniu każdy z nich ważył około 600 gram (wielkość chomika) i był całkowicie zdany na swoją mamę Olinkę. Rozwój niedźwiedzich osesków dokładnie przedstawiał film puszczany zwiedzającym.

Po sąsiedzku mieszkają nieświszczuki, potocznie zwane pieskami preriowymi. Żyją w stadzie, machają ogonkami, szczekają, kopią norki, obserwują otoczenie stając i robiąc tzw. słupek.

Można je oglądać niemal na wyciągnięcie ręki ze specjalnego tunelu. Ale uwaga, potrafią ugryźć…

W Ameryce Południowej zachwyciliśmy się różnymi gatunkami ptaków.

DSCN5045

Jednak dzieci już pędziły do Afryki. Oczarowały nas żyrafy. Ich wybieg był tak skonstruowany, że można było patrzeć na długoszyje zwierzęta niemal ze wszystkich stron, a nawet z różnych wysokości.

DSCN5078

Pewnie, po części, dlatego żyrafy zdobyły tytuł miss foto naszego pobytu w „Bijfdorp”. Okazało się, że zrobiłam im najwięcej zdjęć. Ale czy można się oprzeć wdziękom maluchów?

A tu były aż trzy młode żyrafki! Dwie najmłodsze to Zoe i Jimbo, urodzone w październiku 2014 r.

DSCN5081

Obok żyraf był wybieg dla hien. Choć ci padlinożercy nie cieszą się dobrą opinią, sprawiały wrażenie łagodnych piesków, leniwie wygrzewających się na słonku.

DSCN5061

W Afryce spotkaliśmy jeszcze krokodyle, nosorożce, strusie, wielbłądy, goryle. Mogliśmy zobaczyć „słynnego” goryla Bokito, a propos teraz przykładnego ojca (24 kwietnia 2015 r. gorylica Tamani urodziła syna Thabo).

Bokito zdobył rozgłos w 2007 r, gdy uciekła z ogrodu zoologicznego. Do dziś nie wiadomo, w jaki sposób przedostał się przez mur i przepłynął fosę. Porwał kobietę i wtargnął do restauracji. W incydencie niegroźnie ucierpiały cztery osoby. Żądnego przygód goryla spacyfikowano pociskiem ze środkiem obezwładniającym, dzięki czemu po kilku godzinach obudził się w klatce.

Pamiątką po tamtejszym incydencie są artykuły w gazetach.

Z dzikiej Afryki przenieśliśmy się do Australii, gdzie czekało na nas stado kangurów.

W nim również dostrzegliśmy mamę, która miała w torbie kangurzątko. Obok wybiegu znajduje się kangurzyca wykonana ze sztucznego tworzywa. Do jej torby może wskoczyć każde dziecko, mające ochotę, choć na chwilę, poczuć się maleństwem kangurzątkiem.

Oczywiście znalazła się tam też nasza ekipa, czyli Okruszek, Groszek i Iskierka. A jakże by inaczej!

DSCN5105

Sporą powierzchnię ZOO zajmowały zwierzęta z Azji. I znów miła niespodzianka! Kolejny maluszek…Tym razem był to młody słonik, którego można było podziwiać całkiem z bliska w towarzystwie słoniowych rodziców. Słonie uplasowały się chyba na drugim miejscu (za żyrafami), jeśli chodzi o liczbę wykonanych przeze mnie zdjęć;)

DSCN5134

Potem przez jakiś czas szukaliśmy lwów, po drodze natrafiając na tygrysy, pantery, nosorożce, wielbłądy dwugarbne, antylopy.

Ale króla zwierząt nie udało nam się zobaczyć. Skutecznie schował się przed tłumami zwiedzających.

W końcu królowi wolno…

Wisienką na torcie naszej eskapady do ogrodu zoologicznego była wizyta w Oceanarium.

Jest piękne i tak skonstruowane, że możemy niemal odbyć spacer po magicznym, podwodnym świecie! Znajdują się tam olbrzymie akwaria pełne najrozmaitszych gatunków ryb, roślin i innych morskich stworzeń. Zwiedzający podziwiają morską florę i faunę przemierzając specjalne tunele, w których woda jest niemal z wszystkich stron. Ryby przepływają obok nas, ale też nad nami.

DSCN5152

Wystarczy spojrzeć w górę, a naszym oczom ukażą się …rybie brzuchy, niekiedy wąskie, a czasem płaskie i szerokie. Pewnie podobne wrażenia wzrokowe towarzyszą nurkom.

Cudownie było być z dziećmi w takim miejscu i obserwować ich dziecięce reakcje widzieć zachwyt w oczach, ale też ujrzeć tam zdumienie, niedowierzanie, zaciekawienie…

Mały człowiek, czyli Okruszek, też przyklejał nos do szyby i chłonął podwodny świat całym swoim ciałkiem. Tak bezcenne chwile musiały zostać utrwalone na zdjęciach.

DSCN5073

I znów czas minął za szybko. Przyszła pora powrotu do domu. Zmęczenie, nowe wrażenia, ruch na świeżym powietrzu i szaleństwo na placach zabaw – to wszystko okazało się najlepszym środkiem nasennym dla Okruszka. Nasz maluszek zasnął w samochodzie z chwilą zajęcia miejsca w swoim foteliku. Czy śniły mu się ryby? A może słonie lub żyrafy? Kto wie?…

W każdym razie ostatni dzień pierwszego roku życia Okruszka minął przyjemnie dla całej naszej rodzinki. To jeden z takich dni, które pamięta się latami…

DSCN5122

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii wiatrakowe zwiedzanie i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s