2 lata emigracji

DSCN4738

Data „31 marca” wypełniła moje serce małymi i większymi okruchami wspomnień…
Właśnie tego dnia, dwa lata temu, przybyłam z dziećmi do Holandii i w ten sposób otworzył się nowy rozdział naszego życia, pod nazwą „Emigracja”.
Pamiętam dokładnie tamten wieczór, gdy dotarliśmy do miejsca, które miało stać się naszym domem na jakiś czas.
Pamiętam długą podróż samochodem, kiedy w mojej głowie najpierw przewijały się obrazy z ostatnich dni, a potem kłębiła się fala lęków i obaw związanych z najbliższą przyszłością. Moją ówczesną wiedzę na temat Holandii mogłam zamknąć w kilku słowach: wiatraki, tulipany, kanały, narkotyki, eutanazja, homoseksualizm.
Może jeszcze: Amsterdam, rowery, malarstwo, ale niewiele ponad to.

Bałam się nawet nie tyle samej Holandii, co radykalnych zmian w życiu.
Lubię przygody, ale wtedy marzyłam jedynie o bezpieczeństwie i odpoczynku.
I o świętym spokoju. Dokładnie tak! Dziwicie mi się?
Cóż, byłam wówczas w 34 – tym tygodniu ciąży. Koniec ósmego miesiąca nie jest wymarzonym czasem na przeprowadzkę, zwłaszcza – do innego kraju.
Moje starsze dzieci (córka niecałe 7 lat, synek 5 i pół) były typowymi przedszkolakami
– wesołymi, rozdokazywanymi, traktującymi świat jak nieustanną zabawę.

DSCN0770

Dzieciaki dobrze się czuły w Polsce. Miały przyjaciół, ukochane panie wychowawczynie, własne zabawki, rytuały. Swój mały kolorowy świat, w którym do pełni szczęścia brakowało im jedynie… obecności taty w codziennym życiu. No właśnie!
To była główna przyczyna naszej przeprowadzki na obczyznę.
Mąż pracował i przebywał w Holandii od października, więc pół roku żyliśmy w rozłące. Dzieci mieszkały ze mną w Polsce. Córka chodziła do zerówki, synek do przedszkola, ja do pracy. Jakoś sobie radziliśmy, ale nie było łatwo.
To jednak temat na zupełnie inną opowieść. Może kiedyś odważę się napisać o tamtym czasie, o samotności, o tęsknocie, o tym jak starałam się być mamą i tatą jednocześnie, jak próbowałam pogodzić pracę zawodową z opieką nad młodymi; jak lękałam się, czy mój stres nie szkodzi istotce, którą nosiłam pod sercem.
Żyliśmy w ten sposób kilka miesięcy, aż pewnego dnia, jednogłośnie stwierdziliśmy, że dłużej już nie możemy. Koniec! Wystarczy!
Dojrzeliśmy do decyzji o wyjeździe, aby być znowu razem.
By wspólnie dzielić najistotniejsze momenty w naszym życiu jak powitanie na świecie dziecka, ale też by zupełnie nie pogubić tych chwil codziennych, nietrwałych jak poranna rosa, ulotnych jak muśnięcia motylego skrzydła.
Zatem postanowione – jedziemy!
W ekspresowym tempie spróbowaliśmy zamknąć wszystkie bieżące sprawy w Polsce, spakować do bagażnika osobowego auta najpotrzebniejsze rzeczy i właśnie, 31 marca 2014, roku przybyliśmy do Holandii. Trzeba przyznać, że wiatrakowy kraj (jakby wyczuwając nasze minorowe nastroje) powitał nas ciepło i serdecznie, przygarnął, osuszył łzy.

DSCN4051

Nawet więcej – zachwycił nas i zauroczył od pierwszego spojrzenia.
W Polsce przez osiem lat mieszkaliśmy w uroczym, ale maleńkim mieszkanku w bloku (39 m), natomiast w Holandii mąż wynajął dla nas domek szeregowy z kawałeczkiem ogródka. Budynek jest niewielki, ale dla nas zdawał się być pałacem! W końcu dzieci mogły się nacieszyć przestrzenią, na schodach nieustannie rozlegał się tupot małych nóg.
Ja mogłam podelektować się lekturą książki w ogródku, nie będąc narażona na niczyje spojrzenia, jak to się zdarzało na naszym balkonie w bloku.
Dwa lata temu, pod koniec marca, Holandia była już całkowicie przystrojona w wiosenne szaty.

IMG_2077

Kwiaty w ogródkach stawały między sobą do zawodów o to, który jako pierwszy dotknie mocno grzejącego słonka, który wystroi się w najbardziej intensywne barwy, który najpiękniej rozchyli swe płatki zapraszając w odwiedziny jak najwięcej motyli i pszczół. Okolica wydawała się tak piękna i przyjazna! Na każdym zakręcie znajdowały się kanały z mosteczkami i mnóstwem ptactwa. Kaczki, mewy, łabędzie, czaple.

DSCN3888

A w centrum miasta łąka z pasącymi się owcami!
I samochody cierpliwie czekające aż jaśnie panie gęsi raczą przejść na drugą stronę ulicy! Bo takie jest jedno z wielu obliczy Holandii…
Sieć ścieżek rowerowych wypełnia całe to niewielkie państwo. Na każdym kroku można natknąć się na rowerzystów, ludzi na rolkach, hulajnogach, ale też osoby na skuterach i w pojazdach elektrycznych.
I chyba tylko w Holandii nikogo nie dziwi widok pedałującej pani w marynarce, spódnicy, w szpileczkach i z parasolką w ręku. Lub biznesmena na rowerze z tabletem.

Jednak w okruszynach moich wspomnień nie zawsze odbija się słońce.
Nie zawsze kwitną kwiaty. Bywało bardzo ciężko!
Dzieci długo nie mogły przyzwyczaić się do nowej szkoły. W pierwszych tygodniach, dosłownie nie było dnia, żeby nie płakały. Z frustracji, ze złości, z bezsilności.
W szkole były właściwie bezbronne. Iskierka narzekała, że czarnoskóre dziewczynki ją biją. Groszek raz wziął do szkoły małą zabawkę, którą inny chłopiec najzwyczajniej w świecie włożył do kieszeni swojej bluzy i oczywiście już nie oddał. Potem codziennie zbywał Groszka, że akurat zapomniał, że maskotka została w tamtej bluzie, a on dziś ubrał inną. Synek w swej dziecięcej naiwności wierzył koledze.
Innym razem jedna z nauczycielek częstowała uczniów cukierkami. Przypadkowo ominęła Iskierkę. Moja córka podniosła rękę, prosząc na migi o cukierka. Pani wyjaśniła, że nie ma dokładek; każdy dostaje po jednym pudrowym serduszku. Iskrę to przerosło, poddała się, nie umiała wytłumaczyć, iż ona nie dostała wcale…
Potem poszłam z nią do sklepu, znalazłyśmy na półce identyczne cukierki. Kupiłam je, mogła zjeść kilka. Ale przecież każdy wie, że cukierki jedzone w klasie, wspólnie z innymi dziećmi smakują zupełnie inaczej…

Wspomnienia rozmywają się, kruszą – jak przystało na okruchy…
W połowie maja, w holenderskim szpitalu, przyszło na świat nasze wymarzone trzecie dziecko. Odtąd w domu popsuły się wszystkie zegary, czas raz biegł nieubłaganie szybko (niemowlę śpi, a ty musisz nadrobić wszelkie domowe sprawy), to znów wlókł się niemiłosiernie (niemowlę walczy ze zmęczeniem i wszelkimi sposobami stara się nie dopuścić do zamknięcia oczu). Dni mieszały się z bezsennymi nocami.
Spacer, karmienie, zmiana pieluszki, zabawa. I tak na okrągło.
W parze z najpiękniejszymi uśmiechami na świecie.

DSCN0974

W ten sposób minął rok.
A potem drugi…
Nie wiadomo kiedy kalendarz wskazał datę 31 marca. Tylko rok już nie 2014, a 2016… Teraz. Obecnie. Wczoraj i dziś.
Niektóre rzeczy się zmieniły, inne zostały takie same. Znów panuje piękna wiosna.
Zgoda, dwa lata temu wiosenka bardzo się pośpieszyła, chyba przyleciała samolotem.
Teraz pojawiła się nieco później. W holenderskim stylu, bo na rowerze.
Ale przecież najważniejsze, że jest! Znów Holandia eksploduje zielenią!
Niedługo w naszej okolicy zakwitną różnobarwne pola kwiatowe, które widziane z góry dadzą efekt wzorzystych dywanów.

DSCN4825

Gęsi nadal mają w nosie kierowców, którzy – przyzwyczajeni do takiego stanu rzeczy – na szczęście zachowują spokój i uśmiech.
Nasze znajome łabędzie tradycyjnie wiją gniazdo w tym samym miejscu.

IMG_2071

Tylko moich przedszkolaków już nie ma. Gdzieś zniknęły bezpowrotnie…
Za to w domu pojawili się uczniowie. Mądrzy, ciekawi świata i wiedzy, z dobrą pamięcią. Czasem leniwi i unikający wszelakich obowiązków.
Moja prawie dziewięcioletnia uczennica i mój niespełna ośmioletni uczeń, podobnie jak inne dzieci, samodzielnie chodzą do pobliskiej szkoły rejonowej. Kochają swoją szkołę!
Jest maleńka, łącznie uczy się w niej około 120- oro dzieci, wszyscy się tam doskonale znają i czują niemal jak w domu.
Pani dyrektor chyba urodziła się z uśmiechem na twarzy. Po przerwie świątecznej, po wakacjach i po feriach staje w wejściu jak dobra gospodyni i każdego (czy to dziecko, czy to rodzic) wita uściskiem dłoni i miłym słowem.
Moje dzieci biegną do szkoły jak na skrzydłach. Brzuch nigdy ich nie boli. Ani głowa.
Płynnie porozumiewają się w języku niderlandzkim, z zapałem czytają holenderskie książki, aż czasem się złoszczę, bo wolałabym by równie chętnie pochłaniali polskie lektury.
W naszym domu, często po lekcjach, goszczą przyjaciele moich dzieci. Albo Iskierka bądź Groszek idą w odwiedziny do swoich rówieśników. Są szczęśliwi. Widzę błyski radości w ich oczach. Dostrzegam ufność i poczucie bezpieczeństwa w dziecięcych gestach i mimice.

DSCN0260

Dziś jest z nami Okruszek. Maleńka córeczka, która za miesiąc skończy dwa lata.
Dla niej na razie to Holandia jest domem i ojczyzną.
Te kanały, owce, wiatraki, rowery z ukwieconymi koszykami… Polski pewnie nie pamięta. Nic dziwnego ostatnio byliśmy w ojczyźnie latem…
Zaprzyjaźniliśmy się z Holandią. Polubiliśmy ją. To nie było wcale trudne.
Ale za Polską też tęsknimy. Czasem mniej, czasem bardziej.
Za rodziną, przyjaciółmi, znajomymi… Życie toczy się szybko. Staram się czerpać z niego garściami, choć współczesny świat często mnie przeraża. Boję się zła, nienawiści, gniewu.
I nadal lękam się przyszłości.
Czasem próbuję odgadnąć, jak będzie wyglądać nasze życie za kolejne dwa lata?
Czy rozdział „Emigracja” zostanie zamknięty? Wszak taki był plan.
A jak będzie w rzeczywistości?
Właśnie – jak będzie? I gdzie będzie…? Hmm…

DSCN0268

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii wiatrakowa codzienność i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „2 lata emigracji

  1. szarabajka pisze:

    To bardzo trudne wybory. Moja najbliższa przyjaciółka wyemigrowała do Australii 30 lat temu. Moja kuzynka, nieco bliżej, też mniej więcej w tym czasie. Obie tęsknią i chciałaby wrócić, ale to nie jest proste. Myślę, że decyzję o pozostaniu lub powrocie powinny podjąć dawno temu. Tak byłoby po prostu łatwiej.

    Polubione przez 2 ludzi

    • Igomama pisze:

      Prawda. Im dłużej jesteś na emigracji, tym trudniej wrócić do kraju, bo to oznacza kolejną rewolucję w życiu. Myślę, że emigranci mogą czuć pewnego rodzaju „rozdwojenie” – kochają i lubią zarówno ojczyznę jak też kraj, w którym zamieszkali. Jak są zagranicą, tęsknią za krajem ojczystym, ale z kolei jak jadą do Polski, brakuje im tego, do czego przywykli na emigracji… Taki zaklęty krąg… I weź tu, człowieku, dobrze wybierz…

      Polubione przez 1 osoba

  2. kalipso pisze:

    Wierzę, że wybierzecie dobrze. A nawet najlepiej:) Najważniejsze, że jesteście razem.
    A w Holandii rzeczywiście można się szybko zakochać:)

    Polubione przez 2 ludzi

  3. Znasz pzyslowie ” wszędzie dobrze ,gdzie nas nie ma „. Wydaje się to prawdą ! Każdy stwarza sobie „swój” własny świat . A przez komputer mamy kontakt z przyjaciółmi i rodziną. W kraju tak samo..A , że jesteście razem i poznajecie „inny” świat ,to dodatkowe plusy !Gorąco pozdrawiamy

    Polubione przez 2 ludzi

    • Igomama pisze:

      Rzeczywiście jakaś uniwersalna prawda płynie z tego przysłowia;)
      No i faktycznie będąc na emigracji, poprzez Internet, możemy mieć bliski i częsty kontakt z rodziną i przyjaciółmi, a to ważne.
      Również gorąco pozdrawiam i dziękuję za miły komentarz:)

      Polubienie

  4. Ola pisze:

    Jakie piękne dywany z tulipanów! Byłam w Holandii, widziałam Van Gogha, ale takich dywanów nie 😦 Chociaż byłam nawet na jakimś targu tulipanów, gdzie kupiłam sobie kilkanaście cebulek. Pierwszego roku zakwitły w cudownych barwach i fantazyjnych kształtach, kolejnego wszystkie były zwykłe czerwone – ponoć tak się często dzieje, że coś tam mutuje.

    Życzę Wam mało tęsknot, dobrych wyborów i jak najwięcej tulipanów.

    Polubione przez 2 ludzi

  5. Igomama pisze:

    Dziękuję Ci Olu za te piękne, szczere życzenia i miłe słowa.
    Ciekawe jest Twoje doświadczenie z cebulkami tulipanów. Już gdzieś słyszałam, że tak się dzieje, ale w sumie nie wiem dlaczego…
    A akurat teraz jest czas rozkwitu tulipanów. Te piękne kwiatowe dywany można właśnie podziwiać w naszej najbliższej okolicy.
    Wiesz, w takich momentach myślę sobie, że mam szczęście widzieć to wszystko „na żywo”.
    Ale zawsze jest „coś za coś”…
    Wierzę jednak, że w odpowiednim czasie wszystko się poukłada i wybór stanie się prostszy.
    Oby był dobry! Dziękuję i pozdrawiam.

    Polubienie

  6. Podziwiam Was bez dwóch zdań, a jednocześnie wiem, ze musialo się udać bo powodem była… miłość! Wiadomo nie obyło się bez trudów, ale świetnie sobie radzicie i dzieci już mówią po niderlandzku! Super! Podziwiam i Ściskam z Polski 🙂 ps. Twój opis o pudrowym cukierku pokazuje jak wspaniałą i czułą jesteś mamą 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s