Z wizytą na farmie

DSCN5846

Holendrzy cieszą się opinią przyjaciół i miłośników zwierząt.
I chyba to nie są czcze przechwałki! W kraju wiatraków nikogo nie dziwi obraz królików beztrosko skaczących po parku oraz widok owiec i krów spokojnie pasących się na łące w samym środku miasta. Ulicami spacerują dzikie gęsi, a psy są wożone rowerami w komfortowych przyczepkach.
Mieszkańcy Holandii chętnie wędkują w kanałach, których mają pod dostatkiem, ale złowione ryby nie trafiają do wiaderka, lecz są z powrotem wrzucane do wody.

A teraz uwaga! Zdradzę Ci sekret: spacerując holenderską uliczką, możesz natrafić na tzw. „hotel dla owadów”…

DSCN3301

Nic dziwnego zatem, że liczba większych i mniejszych farm dla zwierząt – zwanych „boerderij” – jest w Holandii naprawdę imponująca.
W zasadzie w każdym miasteczku znajduje się taki przybytek dla zwierzaków – rzecz jasna – w naszej miejscowości również nie mogło go zabraknąć.
„Boerderij” mieści się w samym centrum, można ją odwiedzać codziennie poza poniedziałkiem. Wstęp jest bezpłatny, na terenie farmy dodatkowo znajduje się plac zabaw oraz sklepik zaopatrzony w jajka „prosto od kury”, miód i inne naturalne wyroby.

Czy mając dwuletniego szkraba w domu, można ominąć takie miejsce? Oczywiście, że nie. Szkoda byłoby nie skorzystać z okazji zaznajomienia maluszka ze zwierzętami gospodarstwa wiejskiego „na żywo”, a nie tylko na obrazkach  książeczek dla dzieci.

Ostatnio wybrałam się na farmę z najmłodszym dzieckiem. Towarzyszyła nam nowo poznana koleżanka z córeczką zaledwie pięć dni młodszą od mojej. Przedpołudnie w akompaniamencie gdakania, meczenia i beczenia zaowocowało notatką sporządzoną przez Okruszka oraz porcją kolejnych zdjęć w albumie.

DSCN5848

„Wiosną świat jest taki piękny, że od rana mam ochotę wyłącznie na spacer.
Od razu po śniadaniu kieruję kroki w stronę korytarza. Próbuję samodzielnie włożyć buty w nadziei, że mama doceni moje starania, uwzględni potrzebę ruchu i… po prostu pójdzie w moje ślady. Ta metoda nie zawsze się sprawdza, ale w jakiś sobie wiadomy sposób zwiększa szansę szybszego wyjścia na dwór.
Jednak pewnego czwartkowego poranka, mamusia mnie wyprzedziła.
O dziwo, jako pierwsza włożyła buty, a następnie zaczęła pakować mały plecaczek. Ucieszyłam się czując, że szykuje się jakaś niespodzianka.
Uwielbiam przygody i wyzwania!

Gdy wyszłyśmy przed dom, podjechała samochodem jakaś pani z małą dziewczynką, całkiem podobną do mnie, przynajmniej jeśli chodzi o wielkość. Dziewczyny wyglądały sympatycznie. Jednak, gdy mama posadziła mnie w foteliku, a fotelik przypięła w obcym samochodzie, uznałam, że na taką nieostrożność nie mogę pozwolić.
Przypomniałam sobie, jak mama tłumaczyła kiedyś mojemu rodzeństwu, że pod żadnym pozorem nie wolno wsiadać do auta obcej osoby, nawet jeśli ów nieznajomy wzbudza zaufanie, prosi o pomoc, częstuje cukierkami.
Proszę, mama niby taka mądra, a jak szybko zapomniała o swoich radach!
Musiałam jej przypomnieć o potencjalnym niebezpieczeństwie, więc wyłam wniebogłosy! Uspokoiłam się dopiero wtedy, gdy zobaczyłam, że mama również wsiadła do auta i zapewniła, że odwiedzimy pewne sympatyczne miejsce, w którym na pewno będziemy się dobrze bawić. W porządku, niech tak będzie…

Gdy ja ucichłam, z kolei wydarła się tamta druga dziewczynka. Obdarzyłam ją niechętnym spojrzeniem, bo w końcu ona nie miała powodu, by wyć, więc po jakie licho robi tyle hałasu? Jej mama wyjaśniła, że „Ania jest niezwykle empatyczna” i na widok płaczącej osoby, dołącza, bo myśli, iż komuś dzieje się krzywda.
Moja mamusia spojrzała na tę dziewczynkę z sympatią i podziwem, a mnie wcale nie podobało się to spojrzenie. Że niby tamta Anka taka mądra, co?
No to pokazałam, że Okruszek też jest pełen empatii…
Płakałyśmy obie przez całą drogę, żadna nie chciała ustąpić i przestać. To już była kwestia honoru. Mamy tylko spoglądały na siebie znacząco i to się uśmiechały, to niemal płakały razem z nami. Na koniec zgodnie stwierdziły: „całe szczęście, że ta podróż trwała tylko kilka minut”.

Gdy wysiadłyśmy z auta, od razu zapomniałyśmy o łzach. Za ogrodzeniem stali bowiem osobnicy o wiele głośniejsi od nas! Było ich wystarczająco wielu, byśmy się zawstydził i z miejsca oddały im palmę pierwszeństwa w wytwarzaniu hałasu. Niektórzy mieli pióra, dziób i dwie nogi, a inni byli posiadaczami czterech kończyn oraz tułowia zwieńczonego ogonem. I wszyscy razem wytwarzali takie ciekawe dźwięki i robili tyle zamieszania, że niestety dwie dwulatki nie miały szans w starciu z taką silną  konkurencją.
Cóż było robić? Ja przestałam rywalizować z Anką, ona ze mną i … dopiero wtedy rozpoczęła się wspaniała zabawa. Zjednoczyłyśmy swe siły, by poznać te hałaśliwe stworzenia i w razie konieczności móc obronić się przed nimi. A tak!
Bo ledwo przekroczyłyśmy bramę farmy, to wnet zaatakował nas taki jeden gość w czerwonym kołnierzu, co to nieustannie krzyczał na wszystkich.

DSCN5883

-Gul, gul, gul! Następne przyszły. A wy po co? Jestem zmęczony, chcę odpocząć. Kury potrzebują świętego spokoju, by jajka znosić, a tu ciągle tylko goście i goście…

Szybko zrozumiałyśmy, że z tym panem lepiej się zbytnio nie spoufalać i rozsądniej będzie nie przekonywać się na własnej skórze, gdzie są granice cierpliwości nerwusa. Poszłyśmy dalej. W sąsiedztwie znajdowało się małe mieszkanko z ogromnym ogrodem należące do skocznych wesołych czworonogów z charakterystycznymi bródkami. Mój tata też czasem zapuszcza taką brodę zwłaszcza w czasie wakacji lub długiego weekendu, gdy chce odpocząć od golenia. Ale te zwierzaki raczej w ogóle się nie golą, bo bródki mają o wiele dłuższe od tej tatusiowej.
Mama oznajmiła, że to kozy.

DSCN5862

Najpierw podeszłam do nich z pewną dozą ostrożności, ale szybko przekonałam się, że to całkiem sympatyczne stworzenia i tak naprawdę mamy z sobą wiele wspólnego.
I ja, i kozy – uwielbiamy ruch, ryzyko i przygody. Lubimy się także wspinać.
Pnie drzew, murki, ławka… Phi, to dla nas pestka! Bułeczka z masłem lub „pikuś” – jak kto woli.
Szybko polubiłam te zwierzęta, a że nie znam koziego języka, więc swoją sympatię starałam się okazać poprzez gesty. Próbowałam przytulić kozy, objąć, pogłaskać…

DSCN5858

Ania nie pozostawała w tyle, wspinała się za kózkami po pachołkach i urządzała z nimi wyścigi w bieganiu.
Obok kóz dostrzegłam inne zwierzęta, nieco podobne, ale pozbawione brody, za to z piękną czarną sierścią. Te zwierzaki wyglądały jakby były pluszowymi maskotkami w rozmiarze XXL albo jakby właśnie zeszły z kartek książeczki i ożyły.
Na sam ich widok w moich rękach uruchamiała się funkcja głaskania i obejmowania
.

DSCN5864

Ale one najchętniej tuliły się do swojej mamusi. Nawet je rozumiem.
Ja też z entuzjazmem zdobywam świat, jestem żądna nowych wrażeń i doświadczeń, ale gdy poczuję głód, senność i zmęczenie, to do szczęścia potrzebuję jedynie obecności mamy. Wówczas od razu czuję się znacznie lepiej.
Cóż, wygląda na to, że mam również coś wspólnego z owieczką…

Gdy naszła mnie ta refleksja, moją uwagę zwróciły rzadko spotykane ptaki przecudnej urody. Codziennie chodzę z mamą na spacery i widujemy mnóstwo ptaków.
Mewy, kaczki, gęsi, łabędzie mieszkają z nami po sąsiedzku i pływają po najbliższym kanale. Nawet specjalnie nie zwracam na nie uwagi.
Ale tych ptaków nie spotykam w naszej okolicy.

DSCN5873

Zaintrygowana zbliżyłam się do śnieżnobiałej piękności.
Nie miałam złych zamiarów, chciałam tylko podziwiać z bliska jej urodę, szepnąć parę komplementów, może o jedno piórko poprosić.
Co prawda mama ostrzegała, bym tego nie robiła, bo ponoć owo pióro pecha przynosi, ale ja przecież nie zawsze słucham mamusi.
W tym przypadku szybko zrozumiałam swój błąd. Gdy już, już dotykałam ptaka, on wydał z siebie taki dziki wrzask, że nie pozostawało mi nic innego jak tylko uciekać w popłochu. Mało nóg nie pogubiłam!
Dopiero, gdy mama wzięła mnie w ramiona, odważyłam się jeszcze raz zerknąć w stronę „śnieżynki”. I oniemiałam!
W przeciągu kilku sekund ptakowi wyrósł wachlarz w miejsce ogona.
Cudny, bielutki, imponujący.

DSCN5878

Ale co z tego?
Przekonałam się, że wyjątkowa uroda nie zawsze idzie w parze z dobrymi manierami! Zatem z tym ptakiem niewiele mnie łączy!
Ja wszakże jestem dziewczynką zarówno piękną jak też dobrze wychowaną.
Dokładnie tak i niech nikt nie waży się protestować!
Mogłabym nauczyć urodziwego ptaka kindersztuby, ale nie zasłużył na moją lekcję.
Nie pożegnawszy się z nim (nie zasłużył), pobiegłam pohasać po placu zabaw.

Zjeżdżałyśmy z Anką na ślizgawce, a zarozumiałe ptactwo gdakało z zazdrości. Rozgniewany indyk jeszcze bardziej poczerwieniał, więc na wszelki wypadek wysoko podnosiłam nogi bujając się na huśtawce. Po co prowokować nerwusa?

Po zabawie nadszedł czas na uzupełnienie zapasów energii. Miło było przekąsić małe co nieco w towarzystwie koleżanki.

DSCN5887

Po posiłku próbowałyśmy z Anią ponownie poszaleć na huśtawkach i zjeżdżalni. Niestety, okazało się, że nasze mamy mają inny plan.
Zgodnym głosem wołały, że czas do domu na drzemkę.
Ach, widzę, że wszystkie matki są takie same!
Ich uwaga koncentruje się tylko wokół spania i jedzenia.
Nic innego nie gwarantuje dobrego humoru mamuśki jak w całości zjedzona przez dziecko zupa oraz w miarę spokojna drzemka. I o ile z tym pierwszym ja osobiście nie mam najmniejszego problemu, to z tym drugim bywa już gorzej!
Za to Anka podobno ładnie śpi i je. Ja jednak myślę, że to bajka!
Na pewno moja nowa koleżanka też ma jakieś słabsze punkty, tylko po prostu je dobrze ukrywa. Ot, co! Bo ideały ponoć nie istnieją…

Podróż powrotna minęła nam w spokoju i ciszy. Już nie krzyczałyśmy w samochodzie. Po pierwsze czułyśmy się zmęczone, a po drugie…
Powiedzmy, że obcując rano z gromadą hałaśliwych dwunożnych i czworonożnych stworzeń, nabawiłyśmy się kompleksów.
Bez obaw, na szczęście tylko chwilowych… “

DSCN5870

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Okruszek i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Z wizytą na farmie

  1. Oczami wyobraźni ujrzałam ten „płaczący” samochód:-) Ale podobno tak zawierane przyjaźnie są bardzo trwałe i na całe życie:-)

    Polubione przez 1 osoba

  2. Igomama pisze:

    Dziękuję:) Na szczęście jazda w „wyjącym samochodzie” była krótka. Gdyby podróż miała trwać dłużej chyba byśmy zmieniły plany. Miałyśmy już moment zwątpienia, ale mimo „trudnej” jazdy wycieczka się udała. A znajomość na pewno będziemy kontynuować:)

    Lubię to

  3. hrabina pisze:

    Mam nadzieję, że wszystkie swoje wpisy zachowasz i kiedys wydrukujesz w formie papierowej! Masz talent do pisania neisamowity. to będzie piękna pamiątka!

    Polubione przez 1 osoba

  4. puchatka pisze:

    Cudowny wpis 🙂
    Ja nie mam zaufania do kóz! Byłam w zeszłym roku w zoo z córą i z mężem, więc strefy z luźno puszczonymi zwierzakami nie sposób ominąć. Tam kozy, dużo kóz. Ja w sukience – czerwonej, letniej, ognistej. Z tej zagrody wyszłam prawie bez!

    Urodziwy ptak zdobył moje serce 🙂 Cudo!

    Polubione przez 1 osoba

  5. Igomama pisze:

    Hrabino i Puchatko bardzo, bardzo Wam dziękuję za tak miłe słowa.

    Przez tydzień nie zaglądałam na bloga.
    Z racji wyjazdu do Polski, wizytowania rodziny i przyjaciół nie miałam dostępu do Internetu aż do dnia dzisiejszego. Wasze komentarze były dla mnie miłą niespodzianką i sprawiły mi ogromną radość:) Cieszę się, że do nas zaglądacie i podobał się ostatni wpis Okruszka.:):):)

    Hrabinko, komplement z ust blogera to wielka rzecz. Bardzo sobie cenię Twoją opinię.
    Choć zdradzę Ci, że jestem bardzo krytyczna wobec siebie i mam trudności z przyjmowaniem pochwał. Każdy mnie za to gani, więc tym razem nie będę zaprzeczać Twoim słowom (choć wierz mi – mam ochotę), lecz po prostu Ci podziękuję:) Dziękuję:)

    Puchatko, oj to miałaś przygodę w tym zoo. Nie zazdroszczę:) I szkoda sukienki…
    Za to teraz masz w zanadrzu fajną anegdotę do opowiadania i … zapewne respekt wobec kóz;)

    Pozdrawiam Was, Dziewczyny, i wszystkich Czytelników.

    Lubię to

  6. Ola pisze:

    Super zdjęcia. Szczególnie owieczki mi się podobały – rzeczywiście nic tylko przytulać!
    Lubię jak piszesz z perspektywy Okruszka. Takie dziecko we wszystkim widzi przygodę i rzeczy małe są dla niego wielkie. Wszystko jest ekscytujące i warte poznania.
    Życzę nam wszystkim abyśmy nie tracili tego ducha.
    Pozdrawiam cieplutko!

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      Olu, bardzo Ci dziękuję za miłe słowa. Owieczki skradły też moje serce;)
      Lubię słuchać i obserwować mojego Okruszka. Dzięki dzieciom możemy znów odwiedzać krainę dzieciństwa, nieco zapomnianą w dorosłym życiu…
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s