„Oto jest dzień…”

DSCN6448

„Uroczysty dzień zawitał, dzień od dawna upragniony.
Serca biją nam radośnie jak świąteczne, srebrne dzwony.
Bo dziś Jezus nas zaprasza, siebie nam za pokarm daje.
Boga gości dusza nasza, niebem się na ziemi staje…”

Dokładnie tydzień temu ten tekst wyrecytowała moja córeczka na początku mszy komunijnej w jednym z kościołów w Holandii. Tak, tak…
Pierwsza Komunia Święta Iskierki już za nami!

Było wspaniale, wzruszająco, bardzo świątecznie. Po prostu pięknie!

DSCN6406

Jednak jak to w życiu się zdarza, nie obeszło się również bez nerwów i niespodziewanych przeciwności losu! W pewnym momencie stres wtargnął z impetem do mojego pokoju i sprawił, że miałam ochotę zwinąć się w kłębek na łóżku, nakryć kołdrą i zniknąć.

A wszystko zaczęło się w nocy! Najmłodsza córeczka spała bardzo niespokojnie, płakała przez sen, przebudzała się, a ja razem z nią. Ale w przypadku Okruszka to nie pierwszyzna i nie wyjątek. Zatem nie to było najgorsze.
Ni stąd ni zowąd, swawolny za dnia, synek nagle się rozchorował i około północy dopadły go dolegliwości żołądkowe. A nad ranem – powtórka z rozrywki. Katastrofa!

Gorączkowe myśli zaczęły kłębić się pod moją czaszką: „To nie tak miało być! Co my teraz zrobimy? I panika: A może to jakiś wirus? Co będzie, jeśli Iskierka też się zaraziła, jeśli my wszyscy się rozchorujemy? Komunię trzeba będzie przełożyć…”
Próbowałam się uspokoić racjonalnymi argumentami: „Ej, no z dwojga złego dobrze, że trafiło na synka a nie na córkę. To jej dzień! Ona dziś musi być w pełnej formie. Wszystko będzie dobrze. Zachowaj spokój”.

Gdy, mamrotana przeze mnie, mantra zaczęła przynosić rezultaty i powoli stawałam się coraz spokojniejsza, to naraz usłyszałam krople deszczu uderzające o szyby.
I, od razu mówię, to nie był jakiś tam lekki, wiosenny deszczyk, ale prawdziwa, holenderska ulewa, która zdawała się nie mieć końca.
Skuliłam się pod kołdrą, zatkałam uszy. Naszła mnie pokusa natychmiastowego opuszczenia pociągu zwanego „Komunią”. Jednak nie wysiadłam…
Zwyciężył głos rozsądku. Z pomocą bliskich osób okiełznałam kryzys, zapanowałam nad chwilowym pesymizmem i postanowiłam przemienić słabość w siłę.

„Użalaniu się i obezwładniającym mnie lękom mówię „Stop” i jadę dalej! W końcu wszyscy tyle czekaliśmy na tę uroczystość, tak bardzo się do niej przygotowywaliśmy. Dom został pięknie ustrojony, stół już prawie nakryty, goście pokonali ponad tysiąc kilometrów, by być w tym dniu z Iskierką.

DSCN6476

Właśnie – moja córka… Nie mogę pozwolić, by nagła choroba brata odebrała jej radość świętowania, by strugi deszczu szalejącego na dworze jakimś sposobem wtargnęły do jej serduszka i wypełniły je kałużą smutku. No i w końcu nie mogę dopuścić, by fanaberie, humorki i zmienne nastroje nadwrażliwej matki udzieliły się córce, notabene również emocjonalnej i uczuciowej.”

Zimny prysznic i mocna kawa postawiły mnie na nogi. Stres wysiadł z komunijnego pociągu! W końcu to on był pasażerem na gapę, bez zaproszenia i biletu…

Gdy zaakceptowałam pewne fakty, zaczęło być pięknie.
Deszcz? Niech sobie pada! To błogosławieństwo.
I, co było dla mnie, znacznie trudniejsze: synek rozchorował się, więc nie pojedzie na mszę. Zostanie w łóżku. Cóż… Czasami tak się po prostu dzieje, niczyja w tym wina.
Zamiast zżymać się na los, trzeba cieszyć się, że bohaterka dnia jest zdrowa i że goście dojechali. Że córka dziś doświadczy tak bliskiego spotkania
z Jezusem…

Gdy przestawiłam swoje myślenie, to i niebo się przejaśniło i jakby poweselało.
Deszcz ustąpił, zza chmur wyjrzało słonko. Było ciekawe, co się dzieje.
Czyżby tłum aniołków zstąpił na ziemię?

Przed kościołem w Amsterdamie ustawiło się pięćdziesięcioro dzieci ubranych w białe alby. Zapłonęły świece. W kościele usadowili się goście -rodziny aniołów, przyjaciele, dalsi krewni. Większość z nich to Polacy, ale zebrało się też sporo Holendrów.
Każda para gości otrzymała program uroczystości komunijnej w języku polskim z niderlandzkim tłumaczeniem, opatrzony wspólnym zdjęciem pierwszokomunijnych dzieci. Rozległa się pieśń na wejście, aniołki w blasku świec dotarły do swoich pięknie przystrojonych ławek.
I wtedy właśnie, na ołtarzu, moja Iskierka tak pięknie przywitała gości…

DSCN6394

Nie ukrywam, serce pękało mi z dumy!
Powiedziała swój tekst płynnie, nie za szybko, nie za cicho, radośnie; jednym słowem tak jak trzeba. Moja córka oczywiście nie była wyjątkiem. Pozostali rodzice również mogli poczuć dumę ze swoich pociech.
Każde z pięćdziesięciorga pierwszokomunijnych dzieci miało wyznaczoną jakąś dodatkową rolę: mówiło komentarz, śpiewało w chórze, czytało Liturgię, niosło dary…
Nikogo nie pominięto, a jednocześnie nikt nie był specjalnie uprzywilejowany.
Bardzo podobało mi się takie podejście ze stron pań katechetek, które potrafiły tak ułożyć harmonogram uroczystości, by każdy anioł miał okazję dodatkowej prezentacji, wyróżnienia się na chwilę z tłumu…

Wiele momentów mszy komunijnej przyśpieszało bicie mego serca i utwierdzało w przekonaniu, że tusz wodoodporny na rzęsach był jedynym słusznym wyborem. Błogosławieństwo dzieci przez rodziców, gdy położyliśmy z mężem dłonie na głowie naszej pierworodnej…
Moment podziękowania dla mam, gdy Iskierka wręczyła mi czerwoną różę…
Tatusiowe zresztą też nie byli gorsi, otrzymali na swoje ręce chlebek, którym potem dziecko miało witać gości.
A gdy pewna muzykująca rodzina wspólnie wykonała utwór „Uroczysty dzień Komunii” świtała mi w głowie tylko jedna myśl „tak pięknie może być tylko w niebie”.
Mama dostojnie uderzała w klawisze pianina, ojciec wyczarowywał słodkie, delikatne dźwięki ze skrzypiec, a dwie córeczki bliźniaczki na zmianę, anielskimi głosikami, śpiewały o swej radości ze spotkania z Jezusem. Uff, jak dobrze, że w torebce czekał zapas chusteczek!

Dzieci szły do komunii piątkami, naprzemiennie odprowadzane przez dwie starsze o rok koleżanki. Gdy Zuzia prowadziła swoją piątkę dzieci przed ołtarz, Weronika wiodła swych podopiecznych z powrotem do ławki. Wszystko płynnie, spokojnie, uroczyście…

Nie można też nie wspomnieć o Homilii wygłoszonej przez naszego proboszcza.
Ksiądz Krzysztof mówił jak to zawsze on: dowcipnie, życzliwie, obrazowo, z właściwą sobie swadą. W pewnym momencie wziął nawet laskę do ręki i postraszył nią…
Bynajmniej nie dzieci, ale nas, rodziców, bo w zlaicyzowanej i liberalnej Holandii wcale nie tak łatwo praktykować wiarę, toteż widok bata miał mieć charakter motywujący.

Na koniec mszy dzieci otrzymały obrazki komunijne i zrobiono pamiątkowe zdjęcia. W Holandii zamiast Białego tygodnia praktykuje się Biały miesiąc, czyli do końca czerwca dzieci uczestniczą w niedzielnych mszach ubrane w alby.

DSCN6418

Gdy wychodziliśmy z kościoła, słonko nadal spoglądało na nas z zaciekawieniem.
Coraz większe i coraz śmielsze. Po porannym deszczu została pamiątka jedynie w postaci paru kałuż i rześkiego powietrza.

W domu czekał na nas pyszny obiad. Niespodzianka: synek poczuł się lepiej, ubrał się i … już zdążył odwiedzić boisko! Pewnie by i pokopał piłkę, ale na to mu sił zabrakło.
Popołudnie minęło szybko i przyjemnie. Widziałam szczęście na twarzy córki i ono było dla mnie najważniejsze. Jedzenie smakowało, goście gawędzili…

DSCN6566

I choć wcale tego nie oczekiwaliśmy, zasypali Iskrę prezentami i pamiątkami komunijnymi. Wśród nich znalazła się wymarzona hulajnoga („spacescooter”), podświetlany globus, sztalugi i cały sprzęt do malowania farbami akrylowymi, zegarek, kolczyki (może córka teraz odważy się na przekłucie uszu?), gra „Kalambury”, książki o tematyce religijnej, aniołek z różową kokardką… Na wszystkich obecnych wielkie wrażenie wywarł obraz z hostią własnoręcznie wyhaftowany przez zdolną ciocię…

DSCN6544

Ach, ileż miłości było w tych wszystkich podarkach, ile serca, ile znajomości pragnień i potrzeb Iskierki!
Siedzieliśmy sobie w tym komunijnym pociągu aż do wieczora i poczuliśmy żal, gdy podróż dobiegła końca, gdy dzień zamienił się w noc.
Księżyc zajrzał przez szybę chcąc sprawdzić, co robi bohaterka dnia.
Nasz kochany aniołek spał słodko, alba odpoczywała na wieszaku.
Dwa mniejsze anioły, czyli brat i dwuletnia siostrzyczka, również były pogrążone we śnie. Kiedyś oni przyodzieją alby i będą świętować swój uroczysty dzień I Komunii Świętej tak, jak dziś ich starsza siostra…

DSCN6595

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Iskierka i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „„Oto jest dzień…”

  1. cichosza pisze:

    najpiękniejsze święto dla dzieci 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Piękna, wzruszająca uroczystość..

    Polubione przez 1 osoba

  3. Kasia Wrona pisze:

    ❤️

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s