Tydzień w trampkach

DSCN6781

Miniony tydzień upłynął nam szybko, intensywnie i na sportowo.
Hasło: ruch! Potrzebne: wygodne buty i luźny strój.
Z powodu upałów i wyjątkowo dużej – jak na Holandię – ilości promieni słonecznych przydały się też: czapka z daszkiem, okulary przeciwsłoneczne i zapas wody.
Tydzień w trampkach zaowocował radosnym humorem, dobrym samopoczuciem i polepszeniem kondycji fizycznej. Na liście plusów znajdą się też sympatyczne kontakty towarzyskie. Cha, nie ukrywam, że utracony kilogram wagi też raczej mnie nie martwi, a wręcz przeciwnie! Zatem warto się podnieść z kanapy!

A wszystko zaczęło w minioną niedzielę, kiedy to w naszym miasteczku odbywał się coroczny wielki festyn sportowy “FairSport”. W pięknym parku nad jeziorem ustawiono stanowiska związane z różnymi dyscyplinami sportu.
Właściwie to była reklama szkół tańca i fitness, klubów sztuk walki; szkółek jeździeckich, pływackich, gier zespołowych i innych. Wiadomo, każda „sroczka swój ogonek chwali”, więc w ramach autopromocji organizatorzy prześcigali się w pomysłowości i oferowaniu jak największej liczby atrakcji. Wszystko po to, by przyciągnąć potencjalnych klientów do stoiska. Ale w rezultacie oznaczało to przyjemną zabawę i radość dla dzieciaków, które mogły poznać różne formy ruchu: pokopać piłkę, pojeździć na rowerze, popływać kajakiem, potańczyć, pożonglować, pofiglować, poszaleć…

DSCN6764

Wiecie, my w domu mamy trzy małe „tygrysy”, którym nigdy dosyć brykania, więc jesteśmy otwarci na tego typu propozycje spędzania czasu wolnego.
Zresztą, tak po prawdzie, to niedzielne popołudnie w wydaniu sportowym, stanowiło dla nas rozgrzewkę przed tzw. „czterodniowymi wieczornymi marszami”, które miały się zacząć nazajutrz, czyli w poniedziałek. Owe spacery noszą nazwę „Avondvierdaagse” i od ponad stu lat odbywają się na terenie większości holenderskich prowincji, właśnie w miesiącu czerwcu. W ubiegłym roku po raz pierwszy wzięliśmy udział w szkolnych marszach (pisałam o tym tu), więc teraz nasze „tygrysy” wykazały się doświadczeniem i większą pewnością siebie.

DSCN6826

Niby wszystko wyglądało podobnie jak rok temu, a jednak nam wydawało się, że jest zupełnie inaczej…
Zobaczcie: trasa niemal jednakowa, bo marsze miały miejsce na terenie naszego miasteczka, a przecież nie stał się cud i ono nagle nie rozrosło się na potrzeby spacerowiczów.
Dystans również był identyczny, codziennie pokonywaliśmy pięć kilometrów. Uznaliśmy, że tyle nam w zupełności wystarczy; na dziesięć woleliśmy się nie porywać ze względu na ograniczenia kondycyjne, czasowe, organizacyjne.
Towarzystwo też było podobne, w większości szły te same osoby, co w zeszłym roku; każda szkoła stanowiła swoistą wspólnotę, którą tworzyli chętni uczniowie, rodzice, nauczyciele.
A jednak było inaczej!
To my się zmieniliśmy. Nasza rodzina. I to bardzo!

DSCN6797

Kolejny rok mieszkania w holenderskim miasteczku sprawił, że bardziej poznaliśmy tutejszą rzeczywistość, miejscowe zwyczaje i problemy, a to z kolei dodało nam pewności siebie.
W oczach Holendrów nasz początkowy status „obcych” zmienił się w „swoich”…
Zresztą, pod względem tożsamości narodowej, z mieszkańcami Holandii jest jak z warszawiakami. Nad rdzennymi mieszkańcami stolicy, takimi „z dziada pradziada”, przeważają tzw. „słoiki”, czyli ludzie, którzy zjechali z różnych stron Polski „za chlebem” i powoli wsiąkli w mazowiecki krajobraz.
Wszechobecność różnych nacji w Królestwie Niderlandów dała się zauważyć choćby w czasie „Avonsvierdaagse”. Idąc w tłumie ludzi, obok rozmów w języku niderlandzkim i angielskim, słyszałam też grupki osób rozmawiające po rosyjsku czy chińsku.
Zazwyczaj w Holandii często wybrzmiewa też język arabski, mieszka tu bowiem spory odsetek ludności muzułmańskiej, lecz w tym roku, ze względu na przypadające w tym samym czasie islamskie święto ramadan, wiele muzułmańskich rodzin zrezygnowało z udziału w holenderskich szkolnych marszach.
Dowiedziałam się od pani dyrektor, że rok temu, w naszej szkole, w „Avondsvierdaagse” uczestniczyło 80-ciu uczniów (spośród 120), a obecnie tylko 40 – stu właśnie z powodu praktykowania ramadanu.
Moje dzieci przeszły widoczną metamorfozę.
Czerwiec 2015 – onieśmielone, wycofane, ostrożne, nieco zagubione…
Czerwiec 2016 – „dusze towarzystwa” otoczone wianuszkiem rówieśników.

DSCN6792

Rozgadane, roześmiane, w ogóle nie zwracały uwagi na rodziców!
Z jednej strony cieszyła mnie samodzielność i niezależność syna i córki; z drugiej zaś, w zakamarkach serca, czyhał niepokój, który sączył mi do ucha jad w stylu: „twoje maleństwa wymykają ci się z rąk, jeszcze trochę i przestaniesz im być potrzebna. Jak sobie z tym poradzisz?”
Gorzkie myśli osładzał widok najmłodszej córeczki.
Podczas, gdy starszaki biegały z kolegami, dwuletnia „tygrysiczka” siedziała beztrosko w wózku, podjadała ciastka i z zaciekawieniem przyglądała się ludziom i otoczeniu. Aktywnie odpowiadała na zaczepki innych dzieci, przebijała piątkę z koleżankami siostry i sprawiała wrażenie, jakby czuła się najważniejsza. Ot, taki VIP, bez którego marsze nie mają prawa się odbywać!

DSCN6842

Ale festyn sportowy i pięciokilometrowe spacery to jeszcze nie wszystko w naszym tygodniu w trampkach!
W środę, 8 czerwca, miał miejsce tzw. „Buitenspeeldag”, czyli „Dzień zabaw na dworze”, którego obchody również stanowią coroczną holenderską tradycję.
Jest on świętowany zawsze w drugą środę czerwca, po południu.
W ubiegłym roku, niestety, impreza nie należała do udanych.
Zresztą może nawet niektórzy wierni czytelnicy pamiętają, jak pisałam „Buitenspeeldag …. bez happy endu”.

W tym roku bezpieczeństwo bawiących się dzieci stanowiło priorytet wśród organizatorów. I prawidłowo, bo tak powinno być. Początkowo moje pociechy były nieco rozczarowane brakiem dmuchanych zamków, ale dały sobie wytłumaczyć, że jest to konsekwencja ubiegłorocznego nieszczęśliwego incydentu z nadmuchiwaną zjeżdżalnią.
Zresztą na dąsy było szkoda czasu! Dzieci szybko znalazły ciekawe propozycje zajęć: zawody w trafianiu rzutkami do tarczy, grę w hokeja lub piłkę nożną, chodzenie na szczudłach, jazdę na rowerze bądź hulajnodze, grę„Twister”, sporządzanie zdrowych przekąsek…
W ramach uwrażliwiania dzieci na los osób niepełnosprawnych, można było spróbować jazdy na wózku inwalidzkim.

DSCN6807

Groszek radził sobie całkiem nieźle w manewrowaniu takim dwukołowym pojazdem.
Mój syn na chwilę wcielił się też w osobę niewidomą. Z czarna opaską, przysłaniającą oczy, pokonywał slalom i tor przeszkód – pilotowany przez kolegę przewodnika.
Oczywiście potem nastąpiła zmiana ról.
Nasza dwulatka również dostrzegła atrakcje dla siebie. Wypatrzyła wolną hulajnogę, szybko ją sobie przywłaszczyła i nie pozwoliła się z niej ściągnąć niemal do końca imprezy.
Taki uparciuch z tej najmłodszej „tygrysicy”!

DSCN6802

Na szczęście, w tym roku, „Buitenspeeldag” przebiegał bez niemiłych przygód i niespodzianek. Zresztą cały nasz tydzień w trampkach minął pomyślnie.
Co prawda, Groszkowe buty całkiem się rozkleiły, ale czyż nie jest to stosunkowo niewielka cena wobec kilku dni dobrej zabawy, na dodatek w miłym towarzystwie? No przecież!
Długie, czerwcowe dni oraz letnia pogoda sprzyjają wszelkiej aktywności ruchowej.
Festyn sportowy, szkolne marsze i „Dzień zabaw na dworze” wcale nie muszą się kończyć, a wprost przeciwnie – niech stanowią zachętę, by zrobić coś zdrowego, wstać z fotela i na początek po prostu pójść na spacer. Dlatego my nie chowamy  swoich trampek…
Niech są na widoku. Przygotowane na pokonywanie kolejnych kilometrów…

DSCN6865

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii wiatrakowa codzienność i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Tydzień w trampkach

  1. Cudownie! Zawsze uważałam, że nic tak nie scala rodziny jak dzień spędzony razem na świeżym powietrzu! Nie chowajcie swoich trampek! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. hrabina pisze:

    świetna zabawa! super, ze juz tak dobrze sie tam czujecie, że wrośliście w środowisko. dalszych sukcesów na tym polu życzę 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  3. Dziadek Tomek pisze:

    A Ewa dostanie medal ode mnie, jak przejdzie w Chojnicach 5 kilometrów .

    Polubione przez 1 osoba

  4. Matka Puchatka pisze:

    Cudownie spędzony czas. Aż miło popatrzeć, że nie siedzicie w domku, tylko wykorzystujecie każdy promyczek słoneczka w aktywny sposób. Super!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s