Całkiem straszna historia…

DSCN7080

„Całkiem straszna historia” zapowiada się zupełnie normalnie.
Jest zwyczajny dzień, jakich wiele.
Ot, typowe przedpołudnie, absolutnie niczym nieróżniące się od innych.
Starsze dzieci właśnie są w szkole, a najmłodsza córeczka siedzi ze mną w domu. Siedzi to, rzecz jasna, niewłaściwe słowo. Raczej powinno być – czasami usiądzie na kilka minut…
A tak naprawdę – chodzi, biega, wspina się, gramoli, skacze, jeździ autkiem siadając na kierownicy… No dobrze, mniejsza o detale.

Za chwilę i tak wyjdziemy na spacer, bynajmniej taki jest plan.
Też nie ma w tym niczego niezwykłego ani tym bardziej strasznego.
No właśnie, trzeba się ubrać. Tylko gdzie są buty? Nie widzę ich w korytarzu, pewnie mała najpierw je przymierzała, a potem gdzieś porzuciła. Może ukryły się pod kanapą?
Schylam się, by to sprawdzić.
W tej pozycji zastaje mnie dźwięk dzwonka, który głośnym „dryń!”, zakłóca poszukiwania obuwia.
Kto to może być? Nikogo nie oczekuję. Może to listonosz albo kurier?
Co prawda nie spodziewamy się paczki, lecz zdarza się, że posłańcy czasem proszą o przekazanie
przesyłki sąsiadom.
Dryyyń!

Dźwięk dzwonka staje się bardziej natarczywy. Chwileczkę, już idę!
Otwieram drzwi. W progu stoi obca kobieta. Szczupła, dość wysoka, w nieokreślonym wieku, choć raczej młoda. Murzynka z krótkimi, kręconymi włosami.
Stoi i patrzy na mnie bez słowa. Zaczynam czuć się nieswojo.
Córka pałęta mi się przy nogach. Odruchowo biorę ją na ręce.
Nie podoba mi się milczenie kobiety.
Skoro do mnie przyszła, to powinna pierwsza zagaić rozmowę i wytłumaczyć cel najścia. A ta nic! Tylko mi się przygląda, a potem jeszcze nachalnie wpatruje się w moją dziewczynkę. Bezczelna!

Czuję niepokój, więc, żeby przerwać niemiłe milczenie – mówię zwyczajowe „goedemorgen”, co po niderlandzku oznacza „dzień dobry”. Chcę, żeby nieznajoma wyłuszczyła sprawę i czym prędzej odeszła. Na szczęście odpowiada na pozdrowienie.
Może teraz zdradzi, po co przyszła. Tak!
Otóż, pyta mnie, czy w tym domu mieszka kobieta, której wypadają włosy.
Bo ona właśnie jej szuka. Hm, co takiego? Musiałam coś przekręcić…
Wyjaśniam, że nie znam dobrze języka holenderskiego, więc chyba ją źle zrozumiałam. Przybyszka powtarza to samo, tylko wolniej i w języku angielskim.
Musi znaleźć kobietę z wypadającymi włosami, która mieszka w tym domu. 

Różni ludzie stawali w naszych drzwiach.
Pytali o drogę, o numer domu, szkołę, sąsiadów, ale jeszcze nikt nie przybył w tak nietypowej sprawie.
Tłumaczę, że nie znam takiej osoby i że to pomyłka. Zdobywam się na więcej.
Na „Przykro mi, ale nie mogę pani pomóc”, choć tak naprawdę wcale nie jest mi przykro, raczej – nieswojo. Obca wywołuje we mnie lęk i wzbudza irytację.
Zwłaszcza, gdy tak bezczelnie gapi się na mnie i na moje dziecko. O, tak jak teraz!
A Murzynka nie poddaje się. Wygląda na to, iż wcale nie zamierza odejść, a wprost przeciwnie, chce dostać się do środka. Acha, niedoczekanie! Nic z tego.
Całą sobą zagradzam wejście do domu.
Nie spuszczając ze mnie wzroku nieznajoma dopowiada, iż kobieta, której szuka ma złamany paznokieć u dłoni, a na jej ręce widnieje krew…
O nie! Tego już za wiele! Zaczynam się naprawdę bać.
Strach przyczaił się w moich oczach, a ona momentalnie go wyłapuje.
Pyta, czy mam męża i czy przebywa w domu. Oczywiście ja, uosobienie naiwności i prostoduszności, szczerze wyznaję, że mąż właśnie pracuje w biurze.
Taki odruch, nie umiem kłamać. Jestem wściekła na samą siebie!
Żałuję swej nieroztropności. Niemal podałam na tacy, nieznajomej babce, informację, że w domu nie ma faceta!
Teraz strach bierze w posiadanie me usta, wiąże wargi w dwie cienkie kreseczki, ugrzeczniony uśmiech przemienia w dziwaczny grymas, którym próbuję przegonić nieproszonego gościa. No, idź już sobie, idź…

Bystra obserwatorka natychmiast odgaduje me zamiary. Znów mnie zaskakuje.
„Give a hugh” – wypowiada po angielsku, co znaczy „uściśnijmy się”.
Nie zdążam w jakikolwiek sposób zareagować, gdy ona wyciąga ręce i obejmuje me, zesztywniałe ze zdziwienia i lęku, ciało. Więcej, całuje mnie w policzek. A potem jeszcze moją córkę. Nie musnęła zwyczajowo powietrza wokół naszych twarzy, nie!
Naprawdę poczułam na skórze dotyk jej ust, nawet usłyszałam głośne cmoknięcie.
Uścisk i pocałunek wcale mnie nie uspokoiły, przeciwnie, teraz strach na dobre rozgościł się w moim ciele: objął władzę nad rękami i nogami, zmroził stopy i dłonie.

Kobieta dostrzega, co się ze mną dzieje i w końcu odpuszcza.
Zaczyna się wycofywać w kierunku ulicy, cały czas patrząc to na mnie, to znów na moją córkę. Jej spojrzenie jest tak dziwne i paraliżujące, że boję się poruszyć i wejść do własnego domu.
Zastanawiające, dlaczego babka po prostu nie odwróci się na pięcie i nie pójdzie wprost przed siebie, tylko idzie rakiem? Jeszcze w płot wejdzie!…
Ale co mnie to obchodzi, to jej sprawa.
Ja chcę tylko stracić ją z oczu i już więcej nie spotkać.

Zamykam drzwi. W końcu. Nigdy tego nie robię (błąd?), lecz tym razem, czym prędzej, przekręcam zasuwę w drzwiach. I, z dzieckiem na ręku, wbiegam po schodach na piętro. Wchodzę do łazienki, w której znajduje się małe okienko.
Mam stamtąd doskonały punkt obserwacyjny na podwórze.
Delikatnie podważam żaluzję i próbuję objąć wzrokiem jak największy obszar.
Uff, przed domem nikogo nie ma. Na chodniku też pusto.
Uchylam jeszcze kawałeczek żaluzji. Przytulam się do ściany, by stać się niewidoczną.

I wtedy dostrzegam tamtą kobietę. Niestety, to na pewno ona! Stoi na rogu ulicy. Rozmawia z kimś, ale nie widzę jej rozmówcy, gdyż jest on zasłonięty przez budynek. Murzynka żywo gestykuluje i coś tłumaczy. Nagle odwraca się, wyciąga rękę i wskazuje nasz dom. Nieruchomieję.
Cała jestem przerażeniem.

Szybko puszczam żaluzję, gdyż boję się, że szpara w oknie może zdradzić mą obecność. Robię to zbyt gwałtownie, jakiś ostrzejszy wystający kawałek metalu rani mi skórę.
To nic! Nie szkodzi. Powoli wycofuję się spod okna. Siadam na łazienkowej posadzce.
Cała drżę.

Spoglądam na córkę, na szczęcie mała nie zwraca na mnie uwagi, w najlepsze bawi się gąbką, znalezioną pod prysznicem.
Chcę być niewidzialna. Pragnę, by tamta czarnoskóra kobieta w końcu nas zostawiła.
Bo właściwie, jakim prawem stoi sobie na rogu ulicy, rozmawia z kimś i pokazuje palcem nasz dom?! Może jest złodziejką, która właśnie naradza się ze swoim wspólnikiem, by zaraz nas okraść?

Pogrążona w ponurych rozmyślaniach tępo gapię się w podłogę.
Na kafelkach dostrzegam kilka włosów. Czyje to? Chyba moje… Musiały mi wypaść podczas porannego czesania. Swoją drogą, ostatnio jakoś dużo włosów gubię…
W ogóle marnie wyglądam. Paznokcie mi się rozdwajają. Oglądam swoje dłonie.
O, kolejny złamany paznokieć! A to – co? Na ramieniu dostrzegam czerwoną plamkę. Krew? No tak, musiałam skaleczyć się przed chwilą! Zahaczyłam o jakiś ostrzejszy kant żaluzji, gdy obserwowałam tę obcą.
Dobrze, że moja dziewuszka jest spokojna i na szczęście nie udzielił się jej mój strach.
Bawi się w najlepsze, nieświadoma wariactw i strachów zdziwaczałej mamuśki.

Swoją drogą ciekawe, kim jest ta kobieta?
Gdy mnie przytuliła, poczułam nieprzyjemny zapach. Dziwny taki, ciężko go z czymkolwiek skojarzyć, może z jakimiś starociami na strychu?
W ogóle to uścisk powinien rozgrzewać, a przecież mnie w tamtej chwili zrobiło się tak przeraźliwie zimno jakby pocierano mi serce kawałkiem lodu!
Dziwne to wszystko!
Niebywałe.

Powoli podnoszę się z posadzki. Muszę sprawdzić, czy Murzynka jeszcze jest.
Może już zniknęła?
Ośmielam się podejść do okna. Najdelikatniej jak potrafię przesuwam kawalątek żaluzji. Niestety! Kobieta tkwi w tym samym miejscu, co poprzednio. Coś komuś tłumaczy. Wygląda, jakby o coś prosiła, jakby próbowała przekonać rozmówcę o słuszności swego zdania. Znów wskazuje nasz dom, ponownie coś wyjaśnia, a w końcu…
W końcu klęka przed tym kimś, kogo wciąż nie mogę dostrzec.
Przez chwilę zamieram w bezruchu.
Jest tak cicho, że słyszę swój oddech i bicie serca…

Wówczas kobieta podnosi się z klęczek. Wygląda na zadowoloną. Uśmiecha się. Usatysfakcjonowana strzepuje pył z kolan i odchodzi. W końcu!
Nadal nie dostrzegam jej towarzysza.
Natomiast po raz pierwszy mogę zobaczyć przybyszkę od tyłu.
Zauważam, że na plecach ma włożony plecak, z którego wystaje… Rękojeść noża?
Nie, to niemożliwe.
Chyba wpadłam w sidła własnej wyobraźni! Staram się nie słuchać mojego chorego umysłu, który właśnie uświadamia mi, że ta kobieta… jest posłańcem śmierci, a może nawet samą Śmiercią… Tak.
Tylko, po kogo ona przyszła? Przecież nie po mnie! Musiała się pomylić…
Musiała mnie wziąć za kogoś innego.
Mnie nie wypadają włosy… Nie?
A ten złamany paznokieć i krew? Czyżby jednak?
Czyżby właśnie … podarowano mi drugie życie? Dlaczego?

Ps. Czytelniku, bez obaw!
Na szczęście „Całkiem straszna historia” jest tylko w połowie prawdziwa Uśmiech

DSCN7082

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii wiatrakowa codzienność i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Całkiem straszna historia…

  1. Marzena pisze:

    O matko jedyna, ale mnie przeraziłaś ! Tak sugestywne opisałaś tę historię, że oczami wyobraźni zobaczyłam biały domek z ogródkiem i tę dziwną kobietę 😊

    Polubione przez 1 osoba

  2. cichosza pisze:

    ciekawa historia ale nie wiem jak się skończyła ? 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  3. macocha pisze:

    uwielbiam czytać Twoje historie/ wpisy/ felietony. Czuje się jakby czytała bajkę 🙂 wszystko takie realistyczne. Obrazy same malują się w głowie 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  4. Igomama pisze:

    Marzeno, cichosza i macocho – serdecznie Wam dziękuję za odwiedziny i miłe słowo komentarza. Każda informacja zwrotna bardzo cieszy i motywuje do pisania, zresztą same wiecie, jak to jest;)

    Marzenko – przepraszam, że Cię przeraziłam. W sumie nie miałam zamiaru nikogo straszyć, po prostu musiałam pozbyć się lęku, który mocno zakorzenił się we mnie od jakichś dwóch tygodni, bo wtedy to odwiedziła mnie owa pani;) A pisanie to najlepsza forma terapii, wiadoma sprawa;)

    Cichosza – na szczęście prawdziwa historia dobrze się skończyła:) Mniemam, że przytulająca się do nas Murzynka, poszukująca kobiety z wypadającymi włosami, musiała być pod wpływem jakichś środków odurzających. Więcej jej nie widziałam. I dobrze, nie tęsknię za jej ponownymi odwiedzinami…

    Macocha – sprawiłaś mi wielką przyjemność swoimi komplementami. Wiesz, ja sama lubię bajki i czasem w ten sposób postrzegam rzeczywistość, ale tamta dziwna kobieta trafiła do nas chyba prosto z jakiejś „złej bajki”, a za takimi nie przepadam w realnym życiu;)

    Pozdrawiam Was Dziewczyny 🙂 🙂 🙂

    Polubienie

  5. tatul pisze:

    Emocje rosną w trakcie czytania. Potrafisz budować nastrój. Myślałem, że wyjawianie tajemnicy tej wizyty będzie treścią przynajmniej kilku kolejnych opowieści.
    Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

  6. Igomama pisze:

    Dziękuję serdecznie zarówno za ciekawy komentarz, jak też za odwiedziny na naszej stronie. Bardzo mi miło:) 🙂 Również pozdrawiam serdecznie i zapraszam:)

    Polubienie

  7. Matka Puchatka pisze:

    Igomamo! Tak się nie robi. Ależ historia! Ciarki przechodzą po plecach, włoski stają dęba. Straszne. Gratuluję talentu, przykułaś moją uwagę kompletnie, całkowicie i bezsprzecznie!

    Polubione przez 1 osoba

  8. Igomama pisze:

    Puchatko, robi się, robi 😉 A jakże! Czasem można się nawzajem postraszyć, na szczęście, tylko na papierze bądź ekranie komputera. Jesteś miłośniczką słowa pisanego, dlatego Twój komplement mnie bardzo zaszczyca, jednak uczciwie wyznam, że to nie talent, tylko samo życie.
    Ono układa najlepsze scenariusze. Ale Ty o tym przecież dobrze wiesz:)

    Polubione przez 1 osoba

  9. Jeju!!!!! Jak Ty możesz tak człowieka trzymać w niepewności! Nie mogłam przestać czytać – tak piszesz, wielki szacuuuun :)) Ech aż sama się bałam i przypomniała mi się moja ostatnia przygoda, którą opiszę przy najbliższej okazji 😉 pozdrowionka

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      Nastka, dziękuję za tak miłe słowa. Nie miałam intencji nikogo straszyć, potrzebowałam jedynie wyzbyć się własnych lęków właśnie poprzez opisanie takiej półprawdziwej historii;) Ale teraz to Ty mnie zaintrygowałaś i nieco przeraziłaś wspominając o swojej przygodzie, która – jak się domyślam – nie była zbyt miła? Czekam na ciąg dalszy, pisz, pisz…

      Polubienie

  10. szarabajka pisze:

    Historia prawdziwa, czy nie, to jednak, jak każda bajka, powinna mieć jakiś morał 🙂 W tym przypadku np. taki: upewnij się, komu otwierasz drzwi i podajesz informacje o sobie 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s