O krasnoludku i o Wrocławiu

DSCN7875

W ubiegłą sobotę miałam nietypową pobudkę. Zaiste bajkową…
Otóż, gdy tylko otworzyłam oczy, na poduszce, ujrzałam… krasnoludka!
Takiego zwyczajnego, malutkiego, z głową ozdobiona spiczastą czapką.
Niezwykły przybysz połaskotał mnie po policzku i poprosił, abym wstała. Na wpół śpiąca, początkowo zignorowałam jego obecność, odwracając głowę w drugą stronę.
Jednak mój gość nie dał się tak łatwo zbyć.
Zaczął mnie budzić w bardziej stanowczy sposób.
Ale dopiero gdy jego oblicze przyoblekło się w gniew, zerwałam się z łóżka.

Oho, chyba „przegięłam” – pomyślałam.
Żeby zatrzeć złe wrażenie, przywołałam na twarz przymilny uśmiech i przemówiłam najłagodniejszym tonem, na jaki było mnie stać w sobotni wczesny poranek.

-Czemu zawdzięczam twoją wizytę, jaśniepanie krasnoludku i w jaki sposób mogę poprawić ci humor?

DSCN7827

Czy przybyłeś do nas w celu czynienia posługi w charakterze pomocy domowej?
Oj, widząc twoją marsową minę, to raczej nie…
Nie chciałam cię obrazić, po prostu w baśniach małe ludki, ciemną nocą, wyręczają ludzi we wszelkich pracach, dlatego pomyślałam, że może ty też przyszedłeś do mojej rodziny z takową misją, bo w sumie to ja nie mam nic przeciwko, a nawet bardzo się cieszę. Wiesz, roboty ci u nas nie zabraknie, na nudę również narzekać nie będziesz.
Co ty na to?

Paplałam i paplałam.
Niestety, okazało się, że maleńki człowieczek pojawił się z rana w moim łóżku z całkowicie innego powodu. Bardziej prozaicznego…
Chcecie posłuchać?

Otóż krasnoludek przyjechał do nas z Wrocławia.

DSCN7820

Właściwie nic w tym dziwnego, powszechnie wiadomo, że ten malusi ród szczególnie upodobał sobie stolicę Dolnego Śląska i to właśnie tu założył swoją siedzibę, o czym miałam okazję przekonać się „naocznie” całkiem nie tak dawno.

W sierpniu bieżącego roku, spędziłam cztery urocze dni we Wrocławiu.
Szukałam wtenczas krasnoludków na rynku, na chodnikach, na framugach kamienic, w rynnach, w ptasich dziuplach, pod krzakami… Oj tak!
A jak już znalazłam jakiegoś stworka, to oczywiście nałogowo robiłam mu zdjęcia.

DSCN7943

Pamiętam, że upał był wtedy niemożliwy, słońce odbijało się w chodniku, asfalt parował, a wrocławianie i turyści leniwie snuli się po mieście szukając choćby skrawka cienia. Krasnoludkom, odzianym w ciepłe czapki, niełatwo było znosić upał i nieustanne pozowanie do zdjęć. Biedactwa nie mogły odpocząć od gorąca. Dzień w dzień, w pogodę i w niepogodę, muszą dzielnie tkwić w wyznaczonych dla nich miejscach i już.
Dopiero nocą…
Ach, w nocy harcują, ale swoje sekrety zdradzają tylko nielicznym…

W sierpniu, we Wrocławiu, nawiązałam kontakt z tym przemiłym ludkiem.
Gdy nowi znajomi, bez cienia skargi, wdzięcznie pozowali mi do zdjęć, obiecałam im, że w zamian napiszę kilka pochwalnych zdań o ich mieście Wrocławiu, a fotografii nie schowam do szuflady, lecz podzielę się nimi z innymi…

DSCN7815

Jednak nie dotrzymałam danego słowa.
Tak się jakoś stało, że zawiodłam. Skłamałam? Oszukałam?
Maleńki ród wyróżnia się cierpliwością. Moi przyjaciele dali mi czas, dużo czasu.
Czekali spokojnie. I… znów czekali. I jeszcze…

A tu nic! Wciąż cisza w eterze.
Cóż, nic dziwnego, że w końcu ich wyrozumiałość wobec mojego milczenia wyczerpała się całkowicie. I właśnie stąd wzięła się dzisiejsza poranna wizyta krasnoludka w moim domu! To delegacja wypływająca nie tylko z braku cierpliwości, ale też z troski.

Igomama nie pisze, bo może coś złego jej się przytrafiło?
Bo może jakiejś pomocy potrzebuje?…

I co powiesz, Igomamo, w obliczu takiego zatroskania i niepokoju? No?
Ano nic nie powiesz, bo wstyd cię zżera!
I nawet nie waż się wymyślać na poczekaniu jakichś nędznych alibi!
Nie, nikt nie uwierzy, że poleciałaś na inny kontynent w celu ratowania zwierząt zagrożonych wyginięciem! Nikt nie da też wiary, że brałaś udział w próbnych lotach na Marsa. Nic z tych rzeczy!

Nie miałam wyboru.
Raz po raz oblewając się rumieńcem ze wstydu, przepraszałam gościa kilkakrotnie i obiecywałam poprawę. Napiszę o krasnoludkach! Zamieszczę zdjęcia.
Tym razem nie zawiodę. Już nie!

I dlatego… chociaż na dworze króluje, przyodziany w rdzawe liście, październik; ja wracam myślami do, skąpanego w słońcu, Wrocławia.

DSCN7962

Oglądam zdjęcia i wspominam.
Zwiedzałam to nadodrzańskie miasto cztery dni – za mało, by je poznać, ale wystarczająco, by pokochać…
Nie będę wymieniać wrocławskich zabytków, bo można je znaleźć w każdym przewodniku. Zresztą tak naprawdę nie pojechaliśmy tam dla pomników, kościołów i muzeów. Wspominałam ostatnio, że szanowny małżonek napisał książkę i owa pozycja została wydana właśnie we Wrocławiu. Autor musiał osobiście stawić się w wydawnictwie.

DSCN7857

Zatem postanowił połączyć pożyteczne z przyjemnym i przy okazji zwiedzić miasto. Najlepiej w towarzystwie swojej… muzy? Hi, hi.
A może by tak jednocześnie dało radę odpocząć od dzieci?
No i, szczęśliwie, dało, dało!
Przebywająca akurat na urlopie babcia sama zadeklarowała chęć integracji z najmłodszą wnusią, na co dzień zamieszkałą zdecydowanie za daleko, by dać się lepiej poznać.
Trzeba było nadrobić straty wyrządzone przez odległość i mierzone w kilkuset kilometrach…

Mnie też nie było łatwo. Moja dwuletnia córeczka dotąd nie spędziła ani jednej nocy bez mamy. Ba, a tym bardziej czterech nocy, a na to się zapowiadało!
Bałam się rozłąki z moją kruszyną, ale gdzieś w głębi serca czułam, że krótkie rozstanie dobrze zrobi nam obu. Pragnęłam odrobiny swobody, niezależności, złamania rutyny wyznaczonej dziecięcymi drzemkami, zupkami, spacerkami.
No i chciałam się w końcu porządnie wyspać, nie musząc wstawać skoro świt, bo oto najmłodsze pisklę woła „am”.

Na początku małżeńskiego wyjazdu, już jadąc pociągiem do Wrocławia, wciąż nie mogliśmy uwolnić swoich myśli od trójki naszych pociech.
Wszystko się z nimi kojarzyło, nieustannie ktoś, lub coś, przypominał o ich istnieniu.
Na usta cisnęło się mnóstwo pytań: czy najmłodsza kruszyna zasnęła bez problemu, czy zjadła, czy aby nie płacze, czy babci za bardzo nie umęczyła?

Ale potem miasto Wrocław zrobiło swoje.

DSCN7866

Porwało nas, uwiodło, oczarowało, zasypało atrakcjami.
A my?
Pierwszego dnia, z ostrożnością i niedowierzaniem, na nowo odkrywaliśmy smak wolności i swobody. Zastanawialiśmy się, czy w ogóle potrafimy jeszcze funkcjonować bez dzieci?
Czy umiemy rozmawiać na tematy niedotyczące małych ludzi?
Na szczęście wątpliwości szybko minęły.

Drugi i trzeci dzień upłynął nam radośnie i intensywnie. Stopy bolały od dreptania w tę i we w tę po wrocławskim rynku. Zwiedziliśmy Muzeum Narodowe i Panoramę Racławicką.

DSCN7844

Wieczorem delektowaliśmy się przedstawieniem „Boeing boeing” w Teatrze Komedia (wspaniałe!). Zaliczyliśmy kino i wystawę mody z czasów PRL- u.
Ganialiśmy po mieście rankiem, w południe, po południu i wieczorem podziwiając piękne iluminacje Ostrowa Tumskiego.

DSCN7903

Czasem niemal kładliśmy się na chodniku w pogoni za krasnoludkiem, innym razem wspinaliśmy się na kościelną wieżę (a nawet dwie) w poszukiwaniu najpiękniejszej miejskiej panoramy…
Czwartego dnia żałowaliśmy, że oto zbliża się koniec wypadu we dwoje.
Czuliśmy olbrzymi niedosyt. Tak wiele jeszcze było do zobaczenia!
Tyle spacerów do odbycia.
I… tyle smaków pączków do odkrycia!

DSCN7893

Koniec turnusu, nie po raz pierwszy zresztą, nadszedł stanowczo za szybko.
Trzeba było się pożegnać z pięknym Wrocławiem i… z sobą nawzajem.
Mąż wrócił do pracy do Holandii.
Zza szyby samolotu ostatni raz sycił wzrok widokiem miasta z góry.

DSCN7921

Z kolei mnie pociąg (nie jeden) zawiózł do domu rodzinnego, do najbliższych…
Koła rytmicznie stukały o tory, a w mojej duszy szalały rozmaite emocje: radość na myśl o rychłym spotkaniu z dziećmi, tęsknota za mężem, żal z powodu rozstania z Wrocławiem i krasnoludkami.
Wystarczyło jednak, że pojawiłam się w domu i przytuliłam małe ciałka, a… znów nie było czasu na nic. Nawet na wspominanie wrocławskiej sielanki!

Mieszanina różnych spraw i zajęć zdominowała wrzesień i połowę października do tego stopnia, że – w rezultacie – niezbędna okazała się właśnie interwencja krasnoludka.
No tak to się porobiło…
Aż do dziś.
Ej, wrocławskie krasnoludki, nie gniewajcie się już na Igomamę;)
Proszę…

DSCN7886

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii wiatrakowe zwiedzanie i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na „O krasnoludku i o Wrocławiu

  1. Ładnie to tak trzymać takie piękne wspomnienia i zdjęcia tylko dla siebie ?;-) Na szczęście krasnale upomniały się o swoje. Pozdrawiam ciepło ze stolicy Dolnego Śląska.

    Polubione przez 2 ludzi

  2. Palinka pisze:

    Wrocław to moje miasto 🙂 Nie rodzinne, ale miasto mojego życia. Piękna sprawa 🙂

    Polubione przez 2 ludzi

  3. cudowne miejsce byłam tam raz i pamietam oczarował mnie tam ogromny empik z kawiarnią i możliwością czytania książek antykwariaty i oczywiście panorama racławicka mam nadzieję że zwiedzimy to miasto z chłopakami bo jest coraz piekniejsze….a Twoja opowieśc o nim jeszcze bardziej zachęca by tam być

    Polubione przez 2 ludzi

  4. Ola pisze:

    No to już wiesz jak wygląda lotnisko, z którego latam na wakacje; drogi, którymi jeżdżę do pracy; Rynek, na którym spotykam się ze znajomymi; kościół do którego chodzę co tydzień na 21:30 (ten naprzeciwko Galerii Dominikańskiej); mój ulubiony Teatr Komedia („Boeing, boeing” był super! Teraz zabieram dzieciaki ze szkoły na „Kolację na Cztery Ręce”, a w ogóle większość przedstawień mamy już obejrzane, bo to jest również ukochany teatr moich uczniów). No i krasnoludki, które do dzisiaj mnie zadziwiają, wyrastając w przeróżnych miejscach znienacka.
    Miasto moich studiów, mojej pracy, mojego ślubu, moich wczesnych lat dzieciństwa, mojego wszystkiego.
    A mieszkam dosłownie rzut kamieniem od jego granicy, bo Gajków to wioska prawie na przedmieściach.

    Piękne zdjęcia 🙂

    Polubione przez 2 ludzi

    • Igomama pisze:

      Tak, Olu, teraz już wiem… 🙂
      I pomyśleć, że latem byłam tak blisko Twojego Gajkowa.
      Aż żałuję, że nie wpadłam na obiecane ostatnio ciasteczko;) A tak na poważnie…
      Wiesz, bardzo polubiłam to Twoje lotnisko, drogi przez Ciebie wydeptane, Rynek, kościół, teatr… naprawdę bardzo!
      To miasto ma w sobie jakąś siłę, magię, witalność, dobrą energię i tyle wdzięku, że szybko można się z nim zaprzyjaźnić; nawet jeśli studenckie lata zostały spędzone w innym miejscu, i ślub odbył się nie tu, a dzieciństwo minęło w odległym od Wrocławia zakątku Polski.
      Dziękuję i pozdrawiam:)

      Ps. Marzena, Palinka, Olguska – Wam również dziękuję za miłe komentarze i za to że do mnie zaglądacie. Pozdrawiam:)

      Polubione przez 1 osoba

  5. Ola pisze:

    No to następnym razem musisz mnie uprzedzić, że będziesz w moich okolicach, a ja przygotuję ciacho. Ostatnio opanowałam też sztukę robienia kokosanek 😀

    Bardzo cieszę się, że Wrocław Ci się spodobał. Też mam kilka takich ukochanych miast, które nie są moje. Być może się zdziwisz, ale uwielbiam Warszawę 🙂

    Pozdrowionka!

    Polubione przez 2 ludzi

  6. Matka Puchatka pisze:

    Ja mam taką nieśmiałą propozycję: kiedy będziesz następnym razem we Wrocławiu, daj znać! Z przyjemnością uściskam Cię osobiście!

    Polubione przez 2 ludzi

    • Igomama pisze:

      🙂 Puchatko, to ja w takim razie nieśmiało dziękuję:) Cieszę się, bo propozycja jest bardzo miła:) A tak w ogóle to jakoś nie skojarzyłam, że Ty też jesteś wrocławianką! super! Przekonałam się, że Wrocław obrodził świetnymi blogerami (i jednocześnie bardzo sympatycznymi ludźmi). Czyżby to też była sprawka krasnoludków?

      Polubione przez 1 osoba

      • Matka Puchatka pisze:

        Jestem opolanką, ale we Wrocławiu mieszkam już tyle lat, że pewnie pod wrocławskim klimatem mogę się podpisać.

        Nie wiem, czyja to sprawka, ale prawdą jest, że Wrocław przyciąga 🙂

        Polubione przez 2 ludzi

  7. oto ja. xyz pisze:

    Właściwie to się uśmiechnęłam po przeczytaniu Twojego wpisu. Mieszkam 210 km od Wrocławia, czasem bywałam tam przejazdem. W ubiegłym roku jednodniowa wycieczka. A Ty chyba zobaczyłaś więcej (nam trochę czasu zabrało Zoo). Ale też i pogoda była niezbyt przyjemna. Koniecznie muszę się poprawić.
    Pozdrawiam ze Śląska 😉

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      Tak często bywa, prawda?
      Jak mamy coś „pod nosem” to zazwyczaj wolimy zwiedzać inne, dalsze zakątki. 😉
      Jest logika w takim postępowaniu. Nie raz będzie okazja, by zobaczyć „swoje”, a z „obcym” – nie wiadomo. Tak to jest…
      A widzisz, a my nie zaszliśmy do ZOO, bez dzieci było nam tam jakoś nie po drodze.
      Zresztą czuliśmy, że do Wrocławia musimy kiedyś wrócić, bo tyle nam zostało do zobaczenia. I zupy tam takie pyszne, i pierogi na rynku…
      Oj, dzięki Tobie odżyły wspomnienia.:)
      Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny.

      Polubienie

      • oto ja. xyz pisze:

        Koniecznie zabierz dzieci do Zoo i afrykarium, będą miały niesamowitą frajdę. Jako namiastkę możesz zobaczyć u mnie na blogu wpis pt. „Oko w oko z dzikim zwierzem”. A do Wrocławia mam nadzieję wrócić i zobaczyć więcej 😉

        Polubione przez 1 osoba

  8. Igomama pisze:

    Oto ja.XYZ dziękuję za polecenie i już biegnę poczytać „Oko w oko z dzikim zwierzęciem”. 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s